Polscy uchodźcy w Afryce w latach 1942-1952

 Wykład dr Huberta Chudzio z Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń w Muzeum Armii Krajowej w Krakowie w dniu 13.01.2015 r.

"Nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry", parafrazując to muzułmańskie powiedzenie przychodzą mi  na myśl moje kontakty z Centrum Dokumentacji, Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń i jej Dyrektorem panem dr Hubertem Chudzio. Ta powołana do życia w 2010 roku przy Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie instytucja zgodnie ze statutem ma na celu "Ochronę przed zapomniem losów mieszkańców Rzeczypospolitej w jej obecnych i byłych granicach poddanych przymusowym migracjom od czasów Konfederacji Barskiej do represji komunistycznych (...)."  Realizacja tego pięknego i wzniosłego celu ma polegać m. in. na "utrwalaniu wspomnień świadków historii".

A jak te cele są realizowane z punktu widzenia podróżnika, przewodnika po Krakowie i Małopolsce, piszącego te słowa Władysława Grodeckiego?

W czasie swych wędrówek po świecie odwiedziłem ok.100 krajów świata sześciu kontynentów, mam na swym koncie cztery wielkie samotne wyprawy ( w tym trzy dookoła świata ), półtoraroczny pobyt na pustyni w Iraku oraz organizację około 50 wypraw o charakterze edukacyjnym dla większych i mniejszych grup, głównie młodzieży. Wielkim wyprawom patronowały znane polskie uczelnie-  U.J. Politechnika Warszawska, AGH, AWF- Kraków, KUL i Uniwersytet Teologiczny w Krakowie, a ich celem było upamiętnienie ważnego wydarzenia w naszych dziejach. Efektem tych i innych wypraw były dziesiątki artykułów prasowych, wywiadów dla mediów krajowych i zagranicznych (prasowych, radiowych i telewizyjnych) wystaw  pamiątek i fotografii, setki wykładów w placówkach kultury i szkołach a także około 150 ziem przywiezionych na Kopiec Józefa Piłsudskiego w Krakowie z polskich cmentarzy, grobów znanych Polaków  i miejsc ważnych dokonań naszych rodaków. Przepraszam za tę autoreklamę!

Po jednej z wystaw "ZAPOMNIANE DZIECI", upamiętniającej "70-tą  rocznicę polskiego wychodźstwa z Rosji", zaproszeni na nią Sybiracy poradzil,i bym nawiązał współpracę z niedawno powstałym "CENTRUM". To co ja robię, powinno ich  zainteresować? Udałem się więc do siedziby tej instytucji przy ulicy Brackiej 13, opowiedziałem o swych dokonaniach, przekazałem swój adres i numery telefonów, także kilka ciekawych adresów innych osób. Później wysyłałem emaile, zaproszenia na moją wystawę itd. W końcu z ciekawości odwiedziłem też Fort przy ulicy Skotnickiej. Prosiłem o kontakt z p. dr Chudzio, z zamiarem przekazania moich zbiorów do CENTRUM.

Skończyło się na  udziale dwóch studentów na mojej wystawie "ZAPOMNIANE DZIECI"  w Bibliotece Wojewódzkiej w Krakowie. Na moje emaile i telefony nikt nie odpowiadał! W końcu i moja cierpliwość się wyczerpała i przestałem zabiegać  o współpracę. Zrozumiałem, że takimi kontaltami CENTRUM nie jest zainteresowane. Potwierdzili  to również w moich rozmowach przedstawiciele różnych instytucji i Sybiracy, a także jeden z uczestników spotkania!

Zadałem sobie trochę trudu, by dokładnie przestudiować stronę internetową CENTRUM. Uderzyło mnie to, że głównym punktem działalności są tzw. "Misje" do Australii,  Wlk. Brytani i Ameryki w celu przeprowadzenia wywiadów z mieszkających tam byłymi Sybirakami.

Przypomnę, że w okresie "miodowych miesięcy" między Stalinem. Rooseveltem i Churchlllem, USA i Wlk. Brytania odmówiły przyjęcia polskich dzieci. Iran jako pierwszy kraj świata przyjął ok. 120 tys. wynędzniałych Sybiraków, w tym ok. 40 tys. dzieci. Ich śladem poszły Indie. Z pewnością więc wyjazdy na Syberię, Wołyń, Indie czy Iran i wywiady z mieszkającymi tam Polakami byłyby bardziej interesujące. Przecież mówienie tego co się czuje i myśli o kraju, w który nie do końca chlubnie zapisał ten rozdział życia, a przyszło w nim mieszkać nie do końca musi być szczere.To wiem z własnego doświadczenia. 

Trzeba budować na prawdzie, a tymczasem minimalizowanie, a nawel przemilczanie zasług niektórych krajów i gloryfikowanie innych przez instytucje, które mają popularyzować historię jest niedopuszczalne. W obozach polskich dzieci w czasie II wojny światowej rozsianych po całym świecie najbardziej ulubionym przedmiotem była historia, ale uczono tam prawdziwej historii Naszej Ojczyzny. 

W 2012 roku obchodzona była 70 rocznica polskiego wychodźstwa z Rosji, ale nie różne instytucje i placówki naukowe w Polsce, a władze  Iranu i sami Sybiracy o tym przypomnieli np. w Ogrodzie Krasińskich 27 II 2014 r. odsłonięto tablicę  pamiątkową. Napis głosi m.in. "Irańska pomoc uchroniła Polaków przed represjami i śmiercią z głodu i chorób."

W trakcie uroczystości  p. Władysław Czapski powiedział: "Ten Naród z Polskim Narodem ma setki lat stosunków dyplomatycznych. Nigdy względem siebie te państwa nie podnosiły broni. Zawsze liczyli na współdziałanie." Przypomnę, że w ub. roku obchodzono 540 rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych międzi Polską, a Iranem.  Szkoda, że do tych uroczystości nie włączyło się CENTRUM. A może by tak w Krakowie wzorem  Lublina ( Plac Dzieci Pahiatua) czy Warszawy (pomnik "Dobrego Maharadży" - Jam Saheba) nazwać jakiś plac np. " Placem Dzieci Isfahanu?" 

 I jeszcze kilka słów o samym, niezbyt porywającym wykładzie. pana Doktora. Pamiętam jak odwiedzałem polskie cmentarze i dawne obiekty obozowe w Nairobi, Tengeru, Morogoro, Marandeli, Digglefoldzie, Livingstone i innych miejscach Afryki. Opowieści przewodników, byłych mieszkańców tych obozów były pełne emocji i wzruszeń. Słuchało się ich jak jakąś opowieść sensacyjną. O tym wykładzie chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Sama frekwencja też o czymś świadczy.

Więcej materiałów o wykładzie w "FOTOkronice wydarzeń patriotycznych i niezależnych" Józefa Wieczorka:

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/01/14/polscy-uchodzcy-w-afryce-w-latach-1942-1952/